Dziecko, Psychologia

Dziecko nie mówi? Kiedy zacząć się martwić?

Miał nieco ponad dwa latka jak w mojej głowie zaczęła pojawiać się myśl: „Czemu on jeszcze nie mówi?”, najbliżsi chcąc mnie pocieszyć wymieniali przypadki opóźnionej mowy w rodzinie: „oj nie przejmuj się dziadek zaczął cokowlwiek mówić jak miał 3 latka”, „a szwagier to miał 3 i pół, ale jak się rozgadał i to od razu całymi zdaniami”.

Ale coś nie dawało mi spokoju, za namową Cioć ze żłobka poszliśmy z Bulionem do logopedy. Ciocie twierdziły, że niektóre dzieci z jego grupy już dawno chodzą, ćwiczą i są efekty, więc postanowiliśmy dołączyć do tego grona. To nie było dokładnie tak, że on nic nie mówił, tylko miał swój zupełnie niezrozumiały dla otoczenia język. My jako rodzice rozumieliśmy go, ale nie zawsze.

Na pierwszej wizycie u logopedy zostaliśmy pouczeni, że zanim zaczyna się pracę z dziećmi należy wykonać szereg badań, a że była to placówka prywatna wcale się jakoś specjalnie nie zdziwiłam. Najważniejsze co musieliśmy zrobić to badanie słuchu tak zwany tympanogram czyli impendancja akustyczna oraz badanie psychologiczne.

Badanie słuchu okazało się niebolesne i szybkie, jednak co mnie zdziwiło najbardziej to to, że ani lekarz kierujący, ani lekarz wykonujący nie wziął na siebie odpowiedzilności usuwania nagromadzonej woskowiny w uszach, więc dwukrotnie robiliśmy badanie bezsensownie, dopiero za przysłowiowym trzecim razem wykonaliśmy to badanie u lekarza „z prawdziwego zdarzenia” (że tak go określę), który przed impedancją akustyczną usunął ową woskowinę, żeby uchwycić dokłady obraz sprawy. Bulion nie płakał, raczej był podekscytowany, a potem wszystkim „starał się” opowiadać jaki jest dzielny.

Na badanie u psychologa były potrzebne 4 wyzyty, na pierwszej wywiad z rodzicami, na drugiej test (np. m. in. zabawy klockami drewnianymi i powtarzanie figur robionych przez panią psycholog), na trzeciej test (np. m. in. układnie puzzli, odpowiadanie na pytania), a na czwartej poinformowanie rodziców o wyniku testu. Jakby ktoś chciał robić te wszystkie badania prywatne to kilkaset złotych nie wasze. Nas jeszcze chcieli wysłać dodatkowo do neurologa, ale nie dałam się w to wrobić.

Co wyszło z badań?! Po badaniu słuchu, dowiedzieliśmy się, że nasz syn nie słyszy za dobrze, powodem tego jest migdał, który uniemożliwia przepływ płynu co upośledza narząd słuchu, inaczej przewlekłe surowicze zapalenie ucha środkowego, dostaliśmy leczenie obkurczające migdały (proszki i steryd do nosa). Niestety po dość długim leczeniu, nie nastąpiła znacząca poprawa i dostaliśmy skierowanie na endoskopowe badanie nosogardła i dalej skierowanie na wycięcie migdała, drenaż welntylacyjny i adenotomię. Od psychologa dowiedzielismy się, że opóźnienie rozwoju dotyczy tylko aparatu mowy, ale kwalifikacja do wycięcia migdału jest pilna.

Czekamy teraz na zabieg, odbędzie sie początkiem stycznia. Trochę się denerwuję.