Choroby, Dziecko, Opowiastki, Przemyślenia, różnie

Mój mąż opadł na kanapę, bezradnie podtrzymując głowę ręką…

Mimo iż obecnie przebywam na macierzyńskim, czyli w zasadzie siedzę w domu i nic nie robię – niejednokrotnie słyszałam taką tezę, z ust niektórych panów oraz co gorsze bezdzietnych kobiet. Oczywiście w moim mniemaniu jest to wniosek wysnuty z palca, niezwykle krzywdzący, ale na szczęście spotykam też panów, którzy doceniają poświęcenie swoich kobiet, jednak występują także takie ewenementy, którzy swoją ignorancją potrafią spowodować, że macierzyństwo sprowadzone jest do stanu rzeczy zupełnie niewartej uwagi <…> ale wracając do tematu, kobieta siedząca ciurkiem kilka godzin, dzień w dzień w domu, musi też czasem wyjść, żeby… odpocząć, czyli zrobić zakupy… spożywcze… rzecz jasna, albo do lekarza wyskoczyć tak dla relaksu.

Dzień od rana zapowiadał się na dzień stracony, niekoniecznie wyczekiwany przez panią domu. Nesesita obudziła się z gorączką… patrzę, oglądam ją od stóp do głów, żadnych objawów choroby, za to śliniąc się jak mały buldog, podgryzała wszystko w zasięgu wzroku. Ostatnio każda rzecz, która jest bliżej niż 10 cm od jej twarzy, ląduje w jej buzi. Patrzę na dziąsełka… są jakieś dwa małe punkciki przy dolnych jedynkach, patrzę lepiej, górna jedynka wygląda, jakby chciała się przebić, oglądam dalej dwie białe kropki przy kłach. Olaboga, biedne dziecko… biedna ja, sobie nie zapodam nurofenu, żeby nie zwariować, bo i tak nie zadziała. Jakby tego było mało, Bulion wczoraj oświadczył, że nie wybiera się do przedszkola, bo boli go gardło, a mąż już od kilku dni był pociągający i zawiesił wszystkie swoje zlecenia.

Między gotowaniem a sprzątaniem porozrzucanych puzzli i gryzaków, skakaniem od jednego do drugiego chorowitka, postanowiłam także podskoczyć szybko do apteki po jakąś maść na bolesne ząbkowanie, bo cały zestaw do leczenia pozostałych dolegliwości mieszka z nami już od dawna, stare leki zastępuję nowymi, ale w większości wszystkie są w całości pochłaniane przez domowników. W sumie dało mi to do myślenia… dawniej, lekarstwem na chorobę, można było nazwać, syrop i paracetamol lub ewentualnie antybiotyk, resztę objawów trzeba było wyleżeć, popijając pod kołderką herbatkę z sokiem z malin. W ówczesnej dobie popularyzowania wszystkiego, co jest na rynku, mamy stosy różnych dziwnych substancji typu; maści wygrzewających, sprayów do nosa, sól do czyszczenia nosa, sól fizjologiczną i hipertoniczną do nebulizacji + nebulizator oczywiście musi być (my już zajeżdżamy drugi), witaminę C, syrop oczyszczający górne drogi oddechowe i zatoki, kapsułki z czarnego bzu, spraye do gardła z cząsteczkami aktywnego srebra, tabletki do ssania i spraye przeciwbólowe na gardło, maść nawilżająca do nosa, chyba wszytko… a nie, jeszcze syropy, przeciwkaszlowy, na kaszel i wykrztuśny, pozostaje mi jeszcze wspomnieć o tym, że dawkowanie jest często inne u dorosłych, dzieci i niemowląt, więc należałoby kupić kilka takich samych preparatów, ale o innym stężeniu substancji czynnych. Oszaleć można i po co to wszystko, a spektakularnych efektów jak nie było, tak nie ma.
No i wracam z tej apteki zadowolona, że powdychałam trochę krakowskiego smogu, chyba za bardzo zachłysnęłam się metalami ciężkimi, bo wchodząc do domu poczułam, że już wszystkie motyle z mojego brzucha skończyły swój krótki żywot. Mój mąż opadł na kanapę, bezradnie podtrzymując głowę ręką…

-Kochanie dobrze, że już jesteś, ledwo żyję, chyba zaraz umrę. – powiedział.
-Co się dzieje? – zapytałam z niepokojem.
-Mam gorączkę 37 stopni. Pójdę się położyć, tylko nie wiem, czy dam radę wyjść po schodach. – poinformował.

Nie bez przyczyny są te wszystkie memy i kawały, gdy usłyszałam jego słowa od razu przypomniał mi się ten kawał:

-Kobieto, podaj mi inkaust, pergamin i pióro – trawi mnie gorączka, umieram, będę pisał testament – mówi mąż.
-Czy musimy za każdym razem przechodzić to samo, gdy masz 36,7? – pyta żona.

Także my, waleczne kobiety musimy wieść swój żywot pełen przygód i przeciwności losu w milczeniu, walcząc o każdy oddech naszych ukochanych, walczących o życie mężów. Powodzenia.