Dziecko, Logopedia, zdrowie

Twoje dziecko mówi niewyraźnie? Od czego zacząć naukę mówienia?

Jak już kiedyś wspominałam tutaj trafiliśmy do logopedy jak Juliś miał niespełna 3 latka. I co mogę powiedzieć o naszym pierwszym spotkaniu to to, że logopedka nie przypadła mu do gustu. Podejście, które stosowała, niestety nie było dla niego odpowiednie. Moim zdaniem, zdarza się i tak, po prostu niektórzy ludzie się wzajemnie nie dogadują i koniec kropka. Długo i niepotrzebnie upierałam się, że może się do siebie przekonają, w zasadzie, z perspektywy czasu uznałam to za błąd. Poza tym wydawało mi się, że sposoby wychowawcze, które stosowała były bardzo niewłaściwe, jestem raczej zwolenniczką.

bezstresowego wychowania i uczenia dzieci co wolno, a czego nie w sposób cywilizowany, a niehitlerowski. Julek jest osobą, która autonomicznie, ciągle chce przekraczać granice. Nie mogę mieć mu tego za złe, nie mogę też piętnować jego zachowania przez zachwianie jego pewności siebie, ale uczę się i ciągle pogłębiam wiedzę w tym temacie, walcząc o to, żeby ukształtować go najlepiej jak potrafię. Choć nie powiem, czasem jest to trudne.
W gwoli wprowadzenia jeszcze chciałam dodać, że sposób w jaki traktowała nas logopedka w dużej mierze przekraczał jej kompetencje. Straszyła, że niewyraźne mównie może być spowodowanie, wieloma schorzeniami neurologicznymi, że trzeba iść do psychologa, że trzeba sprawdzić czy nie jest głuchy, że jak my w ogole go wychowujemy, że robi co chce, że nasze metody wychowawcze są błędne, że jak tak dalej będziemy postępować to trzeba będzie iść do psychiatry, bo sobie nie damy z nim rady. Eh. Życie zweryfikowało, że to nasz syn jest zdrowy, natomiast logopedka chyba miała problemy sama ze sobą, swoją toksycznością, strasząc biedną kobietę w ciąży (czyli wtedy mnie) wygłaszając takie herezje.

-Cześć Mamusiu – powiedział dziarsko Juliś wracając do domu z przedszkola.
-Cześć Kochanie, co sychać, jak było w przedszkolu? – pytam.
-Julek jeździł po sali czerwonym autem… brum brum… Mamo…Firanka, kafel, kufer – powiedział przewracając oczami próbując przypomnieć sobie inne słowa na F.
-Pięknie…brawo… a szuflada?
-Siuflada.

Nasze nieudolne ćwiczenia wyrazów z literą F, na początku naszej przygody z nauką wymowy, były nieco despotyczne, ślepo ufałam metodom wychowawczych proponowanym przez logopedkę, tymczasem zamiast coraz lepiej było coraz gorzej, bo w ogole nie miał ochoty do powtarzania słów i sylab. Jak tylko słyszał, że zapraszam go do nauki, odrazu mówił „Mama, nie fy, nie fy”.
Po dłuższej przerwie w ćwiczeniach zdecydowałam, że zmienimy logopedę. No i ku mojemu zdziwieniu okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Bezproblemowo. Bawił się i powtarzał wyrazy, dzięki czemu można było zweryfikować czy jest jakiś progress. Stosujemy aktualnie naukę przez zabawę oraz trzy razy dziennie powtarzanie słów, których jeszcze nie opanował po dosłownie kilka minut trzy razy dziennie. Nie oszukujmy sie dzieci w tym wieku (3,5 roku) bardzo szybko się nudzą i nie powinno się wystawiać ich cierpliwości na próbę, bo sami możemy skończyć w pokoju bez klamek.

ZACZYNALIŚMY OD POWTARZANIA SYLAB:

fa fa       fe fe
fa fe       fe fa
fa fy       fe fy
fa fo       fe fo
fa fu       fe fu

i analogicznie każdą z sylab mieszamy podobnie – ćwiczymy 15 minut, na początku trochę dłużej, dziecko musi się przyzwyczaić do nowej formy spędzania czasu, dla niego to jest praca i ta praca często jest wykonywana już po pobycie w przedszkolu, kiedy jest już zmęczone, dlatego trzeba miec dużo wyrozumiałości i dać mu trochę swobody, wiadomo wszystko zależy od dziecka i jego usposobienia.